Dawno, dawno temu...
Chwila, nie. To brzmi jak z tandetnej opowiastki dla dzieci.
A więc od nowa.
Opowiem wam dziś historię starą jak świat, choć wieczną. Wieczną w tym sensie tego słowa, który oznacza nieśmiertelność - dosłownie. Bowiem bohaterowie naszej historii pozostaną w pamięci waszej, waszych dzieci i wnuków, tak jak pozostały w pamięci waszych ojców, dziadów czy pradziadów - a to właśnie zwyczajem nazywamy nieśmiertelnością.
Czasy były mroczne. W obliczu wojny, wśród upadających, ewentualnie już upadłych mocarstw i państewek fandomowych, nie każdy próżnował.
Nasi dwaj pierwotni bohaterowie, Maru i Krer, wykorzystali sprzyjające okoliczności i zawładnęli niczyimi resztkami państw. Nie było to łatwe, ale po latach zaciekłych starań wreszcie ich królestwo wzniosło się, a w jego blasku i świetle wszystkie inne kraje zrównane zostały z ziemią. Tak oto wspaniała para bohaterów zawładnęła światem.
Kiedy pod swymi stopami mieli całą planetę, postanowili odetchnąć i wydać na świat potomka - wbrew pozorom, mieli już swoje lata, ktoś będzie musiał ich w końcu zastąpić.
Na świat przyszedł książe Aleksander, który wkrótce dorósł zdobył miano króla. Wziął sobie za rękę wspaniałą księżniczkę jabłek, Maję Aurorę. Ich małżeństwo było szczęśliwe, ale czegoś w nim brakowało.
Przyszedł czas na potomków.
Po miesiącach starań na świat przyszedł królewicz. Do królewskiej komnaty tradycją wezwano nadwornego czarnoksiężnika, który miał przewidzieć losy potomka i nadać mu odpowiednie imię.
Był wysoki i nader szczupły, wręcz kościsty. Miał na sobie jedwabną, ciemną narzutę, której złowrogi cień zasłaniał jego twarz. Człowiek, jeśli już wychodził ze swojej zatęchłej nory w podziemiach pałacu (swoją drogą, to zadziwiające, że spośród wielu propozycji mieszkalnych hojnego króla wybrał właśnie to), budził w wielu coś w rodzaju mrocznego respektu. Kiedy znalazł się ktoś, kto podważył jego autorytet i prawdziwość zdolności magicznych, ginął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Stanął więc nad wiklionową, tkaną złotem kołyską i zamknął oczy, skupiony. Krążył dłońmi nad legowiskiem niemowlęcia. Wreszcie przemówił doniosłym, mistycznym głosem.
- Oto dziecię zdradliwe, nie zawaha się przed niczym bowiem, aby zedrzeć z czoła ojca klejnoty niezmierne. Obawiać się go należy, bo aktor z niego równie dobry jak złoczyńca. Własnej matce w oczy spozierając, oszukać potrafi.
Otworzył oczy, uśmiechnął się wesoło i dodał, kładąc dłoń na delikatnym i kruchym czole chłopięcia:
- Witaj, Jakubie Maksymilianie.
Dziecko rozchyliło powieki i roześmiało się niewinnie. Nie zabrzmiało to niewinnie dla owego czarnoksiężnika, który - jak każdy obiektywny obserwator - uznał śmiech za szyderczy i złowieszczy.
Król Aleksander nie pozwolił na taką zniewagę dziedzica, na jaką ośmielił się jego sługa. Gniew jego był niezmierny, bowiem chwycił czarnoksięcia za jedwabne srebrzyste poły i jednym ruchem ręki wprawnej zesłał do lochu. Nie było tam czarnemu gorzej, niż w jego mieszkaniu, bowiem w obu ciemno było i nieprzyjemnie.
Królewicz Jakub od najmłodszych lat był cudownym dzieckiem - oczytanym, utalentowanym. Marzenie każdego rodzica. Nikt, ani rodzice, ani poddani, ani nawet on sam nie podejrzewał, jak bardzo dane mu zmienić losy królestwa. Królestwo było światem, więc nie nic innego się ważyło, jak właśnie losy świata. Nikt nie pamiętał o starym czarnoksiężniku, gnijącym w podziemnym lochu. Biedak całymi dniami rozważał, jak pomóc biednej Ziemi, ale na nic jego rozważania, bo nie wyszedłby z tej dziury niechybnie, póki świat nie ulegnie samozagładzie (co nie miało być znowu tak odległym zdarzeniem).
Nie minęło więcej niż cztery lata, kiedy para królewska zaczęła obawiać się o przyszłość młodego państwa. Nie chcieli dopuścić do siebie tej myśli, ale co... co jeśli faktycznie ich pierworodny miał zawieść? Poza tym potrzebowali młodej reprezentantki kraju, aby jej wydaniem za mąż zaskarbiać sobie sojusze z innymi partiami państwa, aby zapobiec wojnie domowej.
Nadali jej na imię Koralina Antonina, bądź też na odwrót. Tradycja czarnoksiężnika tym razem się nie wypełniła. Czy był to błąd? Po raz pierwszy nie było wiadomo nic o nowym potomku. Czy królewna będzie dobra, czy zła? Czy wyrośnie na mądrą władczynię, czy zdradzi rodzinę? 
Odpowiedzi na te i wiele innych pytań mieli wkrótce poznać - choć może wcale tego nie chcieli. Definitywnie nie chcieli.